Ty też „porzuciłeś swoich starych rodziców”? Przeczytaj, to może być Twoja historia.

Coraz częściej podejmuje się temat samotności ludzi starych. Już nie tylko duże miasta oferują seniorom wiele sposobów na spędzanie czasu, nawet osiedlowe i prowincjonalne placówki kultury zapraszają ich na pilates, warsztaty decoupage'u, czy tańca. Cóż z tego, skoro poza brakiem kreatywnego zajęcia i towarzystwa znajomych głównym problemem osób starszych jest brak kontaktu z rodziną, w tym – z mieszkającymi w oddaleniu dziećmi. Czy zawsze wina leży po stronie dzieci?

Czarną stronę starości dobrze znają policjanci i strażacy. To do nich zwracają się telefonicznie córki i synowie, albo sąsiedzi i wynajęte opiekunki, kiedy sędziwy ojciec lub matka nie otwiera drzwi, lub nie reaguje na pukanie. Czasem ratownicy przychodzą na czas, bywa, że nie.



Najładniej ten problem przedstawia popkultura, szczególnie w okresie przedświątecznym, kiedy grę na ludzkich emocjach można najłatwiej spieniężyć. Kto nie zna wzruszającej reklamy o ojcu, podstępem ściągającego do domu dorosłe dzieci, które z braku czasu nie chcą przyjechać do niego na święta?




Mainstreamowy obraz porzucenia rodziców składa winę na młodsze pokolenie, które zajęte karierą i konsumpcją zostawia seniorów ich własnemu losowi. Praca w korpo, gadżety, podróże, rozrywka i grono własnych znajomych skutecznie odrywa dorosłych od przebywania ze starzejącymi się bliskimi. Tak to najczęściej wygląda w mediach. Pytanie brzmi, czy każde dorosłe dziecko starych rodziców zasługuje na sączące się z ekranów zakamuflowane oskarżenie o okrucieństwo?

Jest też druga strona tego medalu. Nie zawsze starsze osoby to rozczulający staruszkowie, wykluczeni cyfrowo i nieradzący sobie ze zrozumieniem pędzącego do przodu świata. Tak naprawdę od wielopokoleniowego modelu rodziny zaczęliśmy w Polsce odchodzić bardzo niedawno, a właściwie w większości miejsc on wciąż obowiązuje. Wychowani w nim seniorzy często nie dopuszczają myśli o tym, żeby zrezygnować z władzy i potraktować dorosłą latorośl jak autonomiczny byt, z którą relacje trzeba sobie układać z szacunkiem i po przyjacielsku. Kto o zdrowych zmysłach dobrowolnie zrezygnuje z kontaktów, które przynoszą mu poczucie bycia chcianym, kochanym i akceptowanym? Pytanie, czy właśnie tak one wyglądają.

Moją starszą wiekiem ciocię odwiedził w czasie świąt syn z partnerką. Po wszystkim krewna podzieliła się ze mną wrażeniami.
– Mówiłam mu wcześniej, żeby mi tej baby do domu nie przyprowadzał. Przyszli na dwie godziny, zjedli trochę i już chcieli iść do jej rodziców. Powiedziałam mu, że skoro tak, to niech więcej wcale nie przyjeżdża, bo tylko mnie denerwuje – powiedziała, zupełnie z siebie zadowolona.
Dodam, że młoda para przejechała trzysta kilometrów, żeby zobaczyć się z rodzicami. Że mój kuzyn od dziecka słyszał stale, iż miejsce syna jest przy matce i niech nie śmie rodzicielki zdradzić, bo popamięta (wujek nie reagował i nie robi tego nadal). I że w domu przyszłych teściów jest akceptowany, lubiany i w efekcie świątecznych scysji z matką to właśnie u nich ostatecznie spędza czas pobytu w rodzinnym mieście.

Znajoma przed czterdziestką kolejne święta spędziła za granicą. Mogłaby je spędzić z rodziną, sęk w tym, że nie wyszła za mąż, więc – jak mówi jej matka – nie ma o czym z nią rozmawiać. Wartość kobiet w tej rodzinie mierzy się zdolnością do „złapania” męża i sukcesem w tej dziedzinie. Znajoma tego sukcesu nie odniosła. Otrzymała więc zaproszenie tylko na Wigilię, bo tę jej starzy rodzice mieli spędzić sami. W kolejne dni planowali świętować bez niej, otoczeni dziećmi, zięciami i gronkiem wnucząt. Podziękowała i samotnie pojechała na narty.

Takich przykładów z otoczenia mogłabym mnożyć bez liku. Popularność mitu samolubnych dzieci porzucających słodkich staruszków to smutny temat, więc dla odmiany lepiej przyznam, że w minionym już roku przedświąteczny czas zdominowała reklama, która pokazuje inne, optymistyczne, aktywne i otwarte na zmiany oblicze starości. Oby ta zachęta działała na seniorów nie tylko w święta (rym niezamierzony).

Trwa ładowanie komentarzy...