O autorze
Żyję kilkaset kilometrów od Warszawy, w której nie byłam ani razu, jeśli nie liczyć przesiadek na Dworcu Wschodnim. Opowiem o życiu na prowincji, gdzie ludzi angażują zupełnie inne sprawy, niż te płynące w głównym nurcie. Czasem te same, ale w zupełnie inny sposób. Przekonajcie się, gdzie toczy się prawdziwe życie.

Molestowany równa się winny. Dlaczego tak wielu atakuje ofiary?

Krystian Legierski upublicznia wspomnienie molestowania przez księdza. Na Facebooku twarzą w twarz, pod własnymi nazwiskami grupa kobiet atakuje go, podważając jego wstrząsającą relację. Dlaczego ludzie bronią krzywdzicieli dzieci, nawet jeśli słyszą relacje poszkodowanych? Dlaczego nie są empatyczni wobec ofiar molestowania seksualnego?

Polskie społeczeństwo jest, moim zdaniem, pod silnym wpływem mechanizmów obronnych: wyparcia i stłumienia.
Psychoanaliza jungowska wyróżnia cień, jako jeden z elementów osobowości. Na cień składają się te cechy, do których człowiek nie chce się przyznać jako do tych, które ustawią go w niekorzystnym świetle, zarówno w oczach własnych jak i cudzych. Samo dopuszczenie do siebie myśli o ich posiadaniu wywołuje tak duży dyskomfort i napięcie, że człowiek radzi sobie z nimi tylko poprzez odcięcie się od tej części, stłumienie jej, a nawet rzutowanie jej na innych i atakowanie z bezpiecznej odległości.



Wygląda na to, że dla autorek komentarzy, atakujących Legierskiego, ich wewnętrzna Skrzywdzona Kobieta lub Ofiara jest kimś nie do zniesienia, dowodem na słabość, której z różnych przyczyn nie chcą i nie mogą ulegać. Kara w postaci sadzonych przez nie w sieci paszkwili jest tak naprawdę wymierzona w nie same, w część ich osobowości – cień, nie w rzeczywistego skrzywdzonego mężczyznę, który mieszka w drugim końcu kraju. Nie można wykluczyć, że same doznały podobnej krzywdy i zetknięcie z podobną tematyką budzi niedobre wspomnienia.

Ten sam mechanizm dotyczy oczywiście nie tylko sprawy Legierskiego i księdza z Koniakowa. Koncepcja wypieranego cienia wyjaśnia, moim zdaniem, wszystko to, co się obecnie w Polsce dzieje na linii: większość – mniejszość, biały katolik – ciapaty muslim (jeśli posłużyć się wstrętną retoryką rodem z forów), gwałciciel – zgwałcona itd. Słabszy, mniej silny, poraniony lub nie umiejący pociągnąć za sobą tłumów został zaanektowany przez większość do pełnienia roli cienia, czyli wypartej części osobowości. Tego mnie wykluczonego, pogardzanego, z dołów społecznych, zakazanych dzielnic, do którego ja sam nie chcę się przyznać. Ogarnięty tym mechanizmem odcina się od swojej wstydliwej części i czepiając się majaków o swojej wyższości odlatuje w niebiosa narcyzmu. Przy tym zawsze jest gotowy do realnego fizycznego ataku na odciętą część swojej osobowości przeniesioną na zastępczy obiekt.

Moim zdaniem jesteśmy świadkami jakiegoś zbiorowego rozszczepienia osobowości ludzi. Na pytanie, czy istnieje coś takiego jak zbiorowa, narodowa terapia, nie mnie odpowiadać. Jednak bez niej staczamy się w jakąś przepaść.
Trwa ładowanie komentarzy...