Lajkers czy bjuterka? Kto jest kim na Facebooku

Rzecz dotyczyć będzie kategorii, do jakich można zaliczyć facebookowych znajomych. Niby to nieładnie szufladkować żywych ludzi, lecz nie jestem do końca pewna, na ile każdy z nas jest na portalach społecznościowych „żywy”, a na ile trzyma się przemyślanej i wdrożonej kreacji samego siebie, często odbiegającej od rzeczywistości. Dlatego będziemy tu kwalifikować bardziej internetowe persony, niż prawdziwych ludzi. Chcę zastrzec, że czyste typy w sieciowym środowisku zdarzają się rzadko. Najczęściej występują ich mieszanki. Dodam na zakończenie wstępu, że ja także, żeby nie wyjść na pyszałka, spróbuję przyporządkować się do jednej z kategorii. Ale to dopiero na koniec.

1. Optymiści
Na dobry początek. To ten typ znajomych na Facebooku, który rzadko wstawia coś swojego. Zamiast tego poluje na wszelkie dobre wiadomości, wstawione przez innych. Najchętniej wyłuskuje informacje o obiektywnych sukcesach: sportowych zwycięstwach, przyznanych naukowych grantach, wygranych konkursach itp. „Brawo!” - komentuje. - „Zawsze wiedziałam/em, że ci się uda!” Nie raz, nie dwa pozwala sobie udostępnić status zwycięzcy na własnym wallu, opatrzony komentarzem: „Proszę, proszę, to mój kolega z podwórka/koleżanka z pokoju obok”. W domyśle – patrzcie, podziwiajcie, z kim ja się zadaję. Ten typ wzruszał mnie i rozbrajał, ale do czasu. Zorientowałam się, że euforyczne zawołania powtarzają się u niego jak zdarta płyta i wypływają pod każdym „zwycięskim” statusem, nie tylko u wspólnych znajomych, ale też u drużyn sportowych, reprezentacji Polski w tym czy owym, lub u indywidualnych sportowców. Okazało się, że optymiści po prostu lubią zagrzać się w słońcu cudzych sukcesów.



2. Odporni
Rozbudowany typ optymistyczny. O co chodzi? Otóż optymiści nie zawsze trafiają w gąszczu Facebooka na radosne wieści o zwycięstwach. Równie często, a nawet częściej muszą brnąć przez utyskiwania, skargi czy hejty, wrzucane hurtowo przez swoich znajomych. Jak reagują? Wcale. Po co psuć sobie wrodzony optymizm? Gorzej dla odpornego, że wśród tego negatywistycznego śmiecia mogą się trafić statusy zastanawiające, statusy – ostrzeżenia, statusy - wołania o pomoc. Wszak Fundacja „Przetrwać Cierpienie” podaje, że ośmiu na dziesięciu samobójców sygnalizuje wcześniej zamiar zamachu na własne życie. Odporni optymiści mogą poczuć silny niepokój, ten zaś pchnie ich do reakcji. „Nie przesadzaj” - komentują. - „Przecież widziałam/em się z tobą pół roku temu i wszystko było w porządku. Masz gorszy dzień, ogarnij się.” To w najlepszym razie, bo w najgorszym odporny pozostaje sobą – nie psuje sobie humoru wtrącaniem się. No, chyba, że potencjalny samobójca jednak się ogarnie, najlepiej samodzielnie. Wtedy: „Brawo!” i „Zawsze wiedziałam/em, że...” (patrz pkt 1).

3. Bjuterki
Typ stanowczo żeński, a przynajmniej ja nie natknęłam się na męskiego przedstawiciela. Zawsze gotowe wytropić to, co śliczne, przystojne, atrakcyjne. Występują bardzo licznie, zwłaszcza na prowincji, daleko od akademickich ośrodków. Zasada ich działania wygląda tak: posty znajomych nie są dla nich interesujące, o ile nie zawierają zdjęć ich samych, ich dzieci, członków rodziny, grup przyjaciół, etc. Jeśli zawierają, to wiadomo. „Ślicznie wyglądasz”, „Ale przystojniaczek”, „Skąd tyle ciasteczek?”, „Szyz bjutyful” itd. Jeśli nie zawierają, to wtedy nic. Pamiętam swoje facebookowe początki i uczucie potężnej frustracji. Informowałam o nowych wpisach na swoim blogu, wrzucałam zdjęcia odkrytych przeze mnie miejsc w okolicy, o których milczą przewodniki turystyczne i lokalne annały, komentowałam rzeczywistość polityczną i obyczajową. I nic. Znajome milczały. „Kurczę, nikt mnie i moich hobbies nie lubi” – myślałam. Do czasu, kiedy wraz ze zmianą fryzury zmieniłam zdjęcie profilowe. Trach! Pięćdziesiąt polubień. Aha, więc to tak. Pamiętajcie, drogie panie. Jeśli wynajdziecie lek na raka lub nowe tworzywo sztuczne i zapragniecie ogłosić to światu na fejsie, najpierw zadbajcie o zaproszenie do znajomych właściwych ludzi.

4. Lajkersi
Oj, jak przyjemnie. Cokolwiek udostępnimy, zawsze polubione. Można się poczuć wspartym, dopieszczonym i co najważniejsze – zrozumianym na każdym polu. On lub ona na pewno nas lubi, a przynajmniej podziela nasze poglądy i zainteresowania, dając temu publicznie wyraz. Tak myślałam na początku. Złudzenia prysły pewnego dnia, kiedy zachęcona lajkiem od występującej w mediach znajomej, przy najbliższym spotkaniu twarzą w twarz zapytałam o mój artykuł. Polubiła go. Czy zgadza się z tezami w nim zawartymi? Ach, nie. Nie czytała. Po prostu kliknęła, bo widzi, że się staram, coś robię. Po powrocie do domu sprawdziłam. Szacowna rekordzistka polubiła wszystko wszystkim, nie czytając, od metra.

5. Poszukiwacze straconego uśmiechu
Typ wybitnie męski, wybitnie prowincjonalny. Jego cel: niewiasty. Dybie na portretowe zdjęcia, szybko szacuje i podejmuje decyzję: to nie to. „A gdzie uśmiech?”, „Co taka poważna?”, „Czemu takie oczka smutne?” - zapytuje wdzięcznie. W zasadzie żadne zdjęcie u niego nie przejdzie, o ile pozująca nie będzie miała dużego dekoltu, szerokiego uśmiechu i tzw. błysku w oku. Wtedy poszukiwacz będzie ukontentowany i zajmie się tym, po co naprawdę „zapisał się” na Facebooka – patrzeniem, oglądaniem, wgapianiem się.

6. Snajperzy
Typ, który przypomina sobie o tobie raz na rok, czy dwa. Nic twojego go nie zainteresuje, ani zdjęcie, ani wpis. Do momentu, kiedy radośnie tworząc na Facebooku popełnisz jakiś błąd ortograficzny, przekręcisz nazwę miejsca, czy pomylisz się, przywołując jakieś fakty z przeszłości. Wtedy pojawia się nagle i pada strzał – poprawka, sformułowana dydaktycznym tonem. Podtyp tego typu, to snajper w białych rękawiczkach. Czeka, aż ktoś inny zwróci ci uwagę w komentarzu i dopiero wtedy pozwala sobie polubić ten przytyk.

7. Słowo się rzekło, przyszedł czas na autokategoryzację
Osobiście zaliczam się do nerwusów. To znaczy zaliczałam się, dopóki nie przyszło otrzeźwienie. A było to tak. Na początku pojawiałam się na Facebooku raz na jakiś czas. Najczęściej nie z pustymi rękami, a z jakimś treściwszym postem. Wrzucając swoje nie omieszkałam przejrzeć najbliższych postów znajomych, polubić z czym się zgadzam, skomentować, z czym nie. Wkrótce okazało się, że są skutki tej doraźności.

„Czytałam, co wstawiłaś, ale nie polubiłam. Ty moich wrzutek też nie polubiasz” - oznajmiła raz koleżanka. Na nic zdały się wyjaśnienia, że nie widziałam ani razu, żeby coś na FB zamieszczała. Foch i już. Odtąd wpadłam w nerwicę. Nie chcąc być niesprawiedliwa lajkowałam każdemu ze znajomych, nie wszystko, ale w granicach rozsądku. Sęk w tym, że lubię i muszę długo pospać, więc to, co pojawiło się na wallu nocą, jakoś mi umykało. Mimo, że co rano starałam się cofać do ostatnich wpisów z poprzedniego wieczora. Kres tej nadgorliwości przyszedł, gdy dyrektor jednej z ważnych w moim miasteczku instytucji zaprosił mnie do znajomych. Całkiem prywatnie, choć żadnych kontaktów poza pracą nie mieliśmy. „Jak to, ma oglądać moje posty? Czytać moje ucieszne fraszki, satyrę na takich jak on decydentów?” - myślałam. O nie. Jego zaproszenie zawisło więc w próżni. Do momentu, kiedy podczas oficjalnego służbowego spotkania oświadczył, że nie widzi możliwości dalszej współpracy, bo nie przyjmuję jego zaproszenia do znajomych. Ha! Cóż było robić, dla dobra wspólnego projektu (i mojej dalszej kariery w firmie) trzeba było zaproszenie przyjąć. Skończyły się fraszki i ucieszne dwuwiersze, bo w blokowanie na Facebooku treści dla pojedynczych znajomych to ja nie bardzo wierzę.

Specjaliści od internetu wieszczą, że kres Facebooka jest rychły. Ciekawe, jakie typy „obsiądą” portale społecznościowe przyszłości. A póki co – rozpoznajecie wśród powyższych siedmiu typów kogoś ze swoich znajomych? A może siebie?
Trwa ładowanie komentarzy...